Ogólnopolska Grupa Dyskusyjna pl.rec.motocykle « Powrót do listy grup

Hiperprzestrzen, poradnik urzytkownika

1

02/03/2019 06:39

Zmrogg #_USUN_TO_@_USUN_TO_#

......
......Hiperprzestrzen, poradnik urzytkownika
......-- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- --
......
......
......Gdy jakis czas temu Marsjanie cichcem przejeli wladze nad Ziemia, wprowadzili zasade, ze przerywana linia posrodku jezdni bedzie malowana nie na bialo (jak zawsze dotad) ani kolorowo (jak rzadko kiedy) tylko na wypuklo.
......
......
......
......Kolor wypukly wystaje z asfaltu na pare milimetrow, akurat tyle ile potrzeba zeby wyczuc go przez siodelko. Procz tego ze dzieki temu w ruchu ulicznym moga teraz uczestniczyc takze niewidowmi, pomysl ten byc moze w przyszlosci dostarczy wiecej pacjentow proktologom - dzis jednak bedzie nie o tym.
......W przeciwienstwie do reszty wszechswiata hiperprzestrzen posiada wlasciwie tylko dwa wymiary - dlugosc i czas. Dlugosc ciagnie sie wzdluz tej przerywanej linii od jednego skrzyzowania do mastepnego, zas czas to jest to cos co masz zeby tam dotrzec zanim rusza na ciebie ci z przeciwka.
......Po drugiej stronie swiatel hiperprzestrzen rowniez bowiem istnieje, ale chwilowo zapelniaja ja ci, ktorzy podrozuja nia jak ty, tyle ze w przeciwna strone. Ich cel polega na tym, zeby dotrzec do czola korka poki jest czerwone, zanim swiatlo sie zmieni i rusza na nich ci z przeciwka - czyli miedzy innymi ty.
......Poniewaz hiperprzestrzen ma szerokosc tylko jednej kierownicy, nie ma mozliwosci poruszania sie nia gdy swiatla zmienia sie na zielone. Bezpieczne korzystanie z hiperprzestrzeni polega wiec na tym aby w odpowiedniej chwili z niej zejsc. Poniewaz jednak ci z przeciwka mysla dokladnie tak samo, powstaje zjawisko osobliwego paradoksu - wlasnie w chwili najwikszego natezenia ruchu hiperprzestrzen stanowi oaze spokoju na srodku rzeki pojazdow plynacej w obu kierunkach naraz. Ci, ktorzy w takich chwilach z hiperprzestrzeni korzystaja, uchodza za najwytrawniejszych.
......Rzecz prosta jest to surowo zabronione - jak prawie wszystko na naszej (z nazwy juz tylko) planecie. Marsjanie egzekwuja ten zakaz bez pardonu, przy pomocy zmotoryzowanych patroli i rozwieszonych na drzewach kamer, a ostanio nawet tajniakow przebranych za Ziemian co to niby sa turystami i dlatego stoja sobie po calych dniach w jakims miejscu z gotowym do strzalu aparatem. Nawet oni jednak nie moga byc wszedzie a zreszta stanowia zagrozenie tylko dla tych, ktorzy musza miec tablice rejestracyjne. Ci, ktorzy nie musza, w zamian wystawieni sa na zupelnie inne niebezpieczestwo - moga latwo pasc ofiara wlasnej nadmiernej uprzejmosci.
......I o tym wlasnie bedzie dzisiaj.
......Wybrazcie to sobie - jest wlasnie wieczorne spietrzenie. Ulica, na planie miasta zanaczona na zolto bo ma az po dwa pasy, zakorkowana jest zupelnie - tak po waszej stronie jak i po przeciwnej. Stezenie tlenu w spalinach spada, a do nastepnego skrzyzonawania jest tylko jakies czterysta jardow. Rzucacie wiec okiem w prawo i w lewo, zerkacie miedzy nogi by sprawdzic czy tylne migadelko miga jak nalezy, spinacie przerzutke - i wskakujecie w hiperprzestrzen. I nie docieracie nawet do dwusetnego jardu, gdy dogania was charakterystyczny pomruk.
......W hiperprzestrzeni ogladanie sie za siebie jest niezwykle niebezpieczne; mozna latwo stracic rownowage i obudzic sie ogladajac autobus od dolu. Ale ryzykujecie - w koncu wszystko co teraz robicie jest ryzykowne - i przekonujecie sie ze tak, w istocie, waszym sladem podaza wypasiony tryumph. Piecdziesiat jardow dalej macie juz ogon z dwu przeciakow, czterech skuterow i jednego cafe-racera. Wyczuli ze wiecie jak sie dostac do przodu i sledza was, bo przecie w razie czego to wy a nie oni zlamaliscie przepisy. Oni tylko jada za wami.
......Przed waszym przednim kolem jest juz tylko sto razy po dziewiecdziesiat jeden centymetrow (albo sto razy po trzy stopy, po dwanascie cali kazda) i wiecie juz ze dotrzec do czola korka przed zmiana swiatel nie zdazycie. Za chwile z przeciwka ruszy lawina i zmiecie z soba wszystko co przekroczylo wypukla linie, olbo choc tylko jej dotyka. Rownoczesnie ci, ktorych dotad mineliscie jak statyczne czterokolowe elementy krajobrazu, runa natychmiast z kopyta, odcinajac was od bezpiecznego kraweznika. Poki miga zolte jest jeszcze jakies trzy do czterech sekund by przemknac prostopadle pomiedzy ciagle nieruchomymi zderzakami. Juz nawet wypatrzyliscie sobie przeswit i zaczynacie sie wen wciskac, majac nadzieje ze kierowca zauwazy was i obejdzie sie bez kladzenia sie mu na masce. Juz nawet wiecie ze byc moze sie to wszystko uda - ale wiecie juz takze ze przy nastepnym skrzyzowaniu nie ominie was milczaca reprymeda tych, ktorych za soba podciagneliscie do przodu.
......Bo wy sami jestescie wascy i ciency, co najwyzej w wystajacymi z lekka pedalami w najszerszym miejscu. Ale oni - ci wasi dopiero co skwapliwi towarzysze podrozy w hiperprzestrzeni - maja kufry, silniki, blotniki, migacze, rozpylacze... Cala ta blacharka, z ktorej sa tacy dumni i ktora daje im nad wami taka mordercza przewage na prostej, teraz jest dla nich jak zad kobyly co chciala przelezc miedzy zeberkami kaloryfera. Wszystko co moga zrobic to z rykiem desperacji walic na sam przod, slyszac przez kaski ze ci z przeciwka - tez pewnie podciagnieci w przod przez jakiegos zbyt uprzejmego pedalarza - takze wala wlasnie na nich ze wszystkim co im fabryka dala. I ze jedni i drudzy spotkaja sie dokladnie na srodku skrzyzowania, gdzie ich predkosc bedzie najwieksza; i tam wlasnie beda sie musieli minac nim dwie lawy zawistnych puszkarzy rozetra ich miedzy soba na opilki. A jezeli swiatla wartowaly nie wokol skrzyzowania a jedynie jakiegos pojedynczego przejscia dla jeszcze istniejacych na swiecie pieszych? Bedzie jeszcze zabawniej - przyjdzie sie minac na skrawku pomalowanym na pasy, tej chwilowo ziemi niczyjej, zanim zniknie ona pod tlumem opon. A potrwa to wszak tylko ulamek chwili..
......No i - jesli, rzecz jasna, to przezyja - na nastepnych swiatlach, za nastepne czterysta jardow, znow sie z nimi spotkacie. I natychmiast znow wejdziecie w hiperprzestrzen, w tym samym gronie i prawie na pewno w tym samym szyku. Ale nim to nastapi, gdzies po drodze, nie omieszkaja dac wam do zrozumienia, ze nie sa z was zadowoleni.
......Mogliscie sie bardziej postarac. Sprezyc sie po prostu. Nie daliscie z siebie wszystkiego. Slabo. Malo trenujecie.
......
......To troche tak jak wtedy gdy nagle zwariuje dyrektor.
......Jasna sprawa, zawsze byl cokolwiek spastyczny, od pierwszego wejzenia wiedzial to o nim kazdy procz niego samego. Ale byl tez relatywnie nieszkodliwy, bo szalenstwo ograniczalo sie w nim do jakiegos wycinka rzeczywistosci. Wystarczalo tylko omijac to miejsce i osiem godzin dziennie mozna bylo przetrwac nawet przy wariacie na swobodzie. Takie przypadki sa czestsze niz sie moze wydawac; latami stabilne jak ziemniak w trzech czwartych zupenie dobry, bo tylko w jednej czwartej zgnity. Ale kiedy nagle sie takiemu gagatkowi pogorszy - a jest akurat waszym szefem - mozecie latwo wpasc w pulapke nadmiernej uprzejmosci.
......Zauwazacie te zmiane, oczywiscie i juz wlasciwie zaczynacie sie rozgladac za przesiadka, bo zycie jest za krotkie by je marnowac na szarpanie sie z debilem. Ale - myslicie sobie jeszcze, gdy na moment lub dwa debil znow wraca do poprzedniego stanu wariactwa utajonego - ale przeciez czy nie jest to najlepsza robota jaka sie wam dotad trafila? Czy nie placa tu lepiej niz placili gdzie indziej? Czy nie wyrobiliscie sobie obrywow tu i tam? Czy nie macie stazu i nawet jakiegos tam szacunku? Czyz nawet to glupie okno co je macie przez caly dzien przed nosem nie jest najlepszym widokiem jaki mozna miec w tym przepopulowanym miescie, zagraconym jak tysiacletni smietnik, gdzie na dodatek tylko polowa mieszkancow to ludzie a cala reszta to co najwyzej czlekoksztaltni?
......No i czy ten balwan, myslicie sobie, patrzac na waszego ciagle jeszcze szefa, ktory jako jedyny mieszkaniec Kosmosu nie wie, ze jest balwanem - czy wiec ten balwan zasluguje na to zeby go tak zostawic, w polowie rozgrzebanych dziesieciu spraw naraz, o ktorych - jak to balwan - wiedze ma tylko powierzchowna?
......Jeszcze miesiac, decydujecie wiec, jeszcze dwa. Dociagniemy to jeszcze kawalek dalej. Odrobine blizej tego skrzyzowania, na ktorym zostawimy te juz zupelnie zakorkowana ulice, by znalezc sobie jakas inna, spokojniejsza i moze prowdzaca do jakiegos innego, ciekawszego celu. W koncu, konkludujecie, przezyliscie z tym tu wariatem kawalek dekady - w czasie tlustym i w czasie chudym. Z wiatrem i pod wiatr. W tlumie i w opuszczeniu. Moze jednak sie opamieta i bedzie potrafil to docenic. Dwa czy trzy dodatkowe miesiace nie zrobia przeciez roznicy...
......I to jest wlasnie ten moment.
......Nie mijaja nawet dwa tygodnie gdy z hukiem dobijacie do kraweznika, o ktorym dopiero co dywagowaliscie w kategoriach miesiecy. Ziemniak, teraz juz czarny ze wszystkich stron, nie omieszkuje przy tym dac wam do zrozumienia, ze nie byl z was zadowolony.
......W takich chwilach pozostaje tylko zrobic to, co zrobic nalezalo owe dziesiec dni wczesniej: rzucic okiem w prawo i w lewo, zerknac czy migadelko miga - i wskoczyc w hiperprzestrzen. Tak czy owak, beda przeciez nastepne skrzyzowania. Zycie jest zbyt krotnie, aby sie martwic o te, juz zostawione z tylu.
......
......
......
......-- -- --
......Zmrogg
......





na górę